Żeby odnaleźć cel, najpierw trzeba się zgubić
Poznaliśmy się z Heleną we wrześniu ubiegłego roku na prowadzonym przeze mnie kursie rysunku. Helena zastanawiała się wtedy nad studiowaniem architektury krajobrazu, ale ciężko byłoby mi powiedzieć, że była osobą zdecydowaną. Od razu zwróciła na siebie moją uwagę – jako osoba z reguły cicha, ale też uważna i aktywna. Co tu mówić – jedyna robiła prace domowe, które co tydzień zlecam! Może nie wszystkie, ale dużą ich część…
Helena łapała poruszane na zajęciach zagadnienia w lot. Z tygodnia na tydzień jej rysunki były coraz lepsze, ale już te pierwsze prezentowały jej świadomość i spore wyczucie estetyczne. Miała potencjał i predyspozycje do tego, by zdawać egzaminy wstępne na architekturę – więc wyobraźcie sobie moje zdziwienie, gdy ciągle słyszałem, że studiowanie architektury ją raczej nie interesuje, że dotychczas myślała tylko o krajobrazie… I nie zrozumcie mnie źle – architektura krajobrazu nie jest niczym gorszym, jest po prostu łatwiejszą alternatywą z prostszym egzaminem wstępnym. Same studia i praca po nich mogą dawać tyle samo satysfakcji co architektura na politechnice, ale na pewno otwierają mniej ścieżek kariery.

Tu mały wtręt na temat predyspozycji. Zawsze będę powtarzał, że nie ma czegoś takiego, jak talent, że ktoś jest wybrańcem, jest do czegoś predestynowany… Każdy z nas rodzi się z indywidualnymi cechami, bagażem, wśród takiego, a nie innego środowiska – to prawda. I dlatego jednej osobie będzie łatwiej daną rzecz osiągnąć – bo po prostu to ją będzie ciekawiło, będzie rozumiała w czym rzecz; innej z kolei trudniej. Obie jednak bez względu na punkt startu mogą spotkać się w tym samym miejscu. Widziałem już wiele świetnie zapowiadających się ludzi, którzy zaprzepaścili swoją szansę oraz tych niepozornych, którzy nagle stali się czempionami w swoich dziedzinach – koniec końców liczy się determinacja.
Jestem uparty – zwłaszcza, gdy widzę, że sprawa jest słuszna, a racja po mojej stronie. Wierciłem jej dziurę w brzuchu przez kilka miesięcy – „Jak to jest, – zastanawiałem się – że osoba, której idzie najlepiej i ma największą z tego frajdę, nie chce zaryzykować i spróbować?” Spróbować zmienić także swoje plany, wyobrażenia o najbliższej przyszłości. Co czwartek opowiadałem Adze – „Ale mnie denerwuje ta dziewczyna, co ja mam zrobić, żeby zobaczyła, że warto?”
Czas mijał, Helena przynosiła kolejne rysunki. Pracowała sama w domu, a prace, które przynosiła do korekty były naprawdę świetne (pamiętajmy, że zaczynała od zera). Miała jednak jedną poważną słabość – baaardzo wolno rysowała. Oj jak wolno!
W międzyczasie nasza przyjaciółka Zuzia podzieliła się swoimi spostrzeżeniami na temat architektury krajobrazu (sama ją ukończyła) – dzięki czemu Hela mogła wyrobić sobie zdanie, co jest dla niej bardziej interesujące, architektura, czy architektura krajobrazu. W marcu przestałem ją uczyć, ale obiecała, że nawet bez dalszych przygotowań podejdzie do egzaminu i spróbuje choćby rzutem na taśmę.
Gdy w maju udało mi się zorganizować kurs przedegzaminacyjny, nie namawiałem jakoś specjalnie Heleny, żeby wzięła udział w zajęciach, bo wiedziałem, że architektura to tylko „opcja B”, „gdyby przypadkiem się udało”. Helena sama zdecydowała się przyjść na kurs i kolejne pięć tygodni sumiennie pracowała. Zrezygnowała nawet z cosobotniego basenu!

Intensywne rysowanie – na zajęciach ze mną i przed zajęciami samodzielnie (zgodnie z planem kursu), zaowocowało. Prace, które wcześniej zajmowały Helenie całe wieczory, teraz robiła w godzinę-półtorej, a czasem nawet mniej! Zainteresowanie tematem i wiedza były coraz większe, a pomysły i proponowane przykłady – coraz bardziej architektoniczne. Wykazywała się dużą determinacją, zaciętością i wolą walki.
Nadszedł egzamin. Po egzaminie raczej wszyscy byliśmy w dobrym nastroju – tematy z zajęć pokryły się z tymi na egzaminie. Sama umiejętność rysowania i znajomość tematu może jednak nie wystarczyć – trzeba jeszcze pokazać, że naprawdę chce się być na wydziale. Helenie się to udało. Miała bardzo dobrą maturę, rysunek poszedł całkiem nieźle – 17 lipca dowiedzieliśmy się, że jest na liście przyjętych osób na WAPW!
A co z krajobrazem?
Też się oczywiście dostała. Na SGGW zgarnęła 50 pkt na 50 możliwych. Skoro dostała się na warszawski Wydział Architektury, to nie dostałaby się na krajobraz? Nie wiem, co musiałoby się wydarzyć.
Dlaczego o tym piszę?
Po części, żeby się pochwalić. Po części, żeby docenić wysiłek i trud, na jaki zdobyła się Helena – bo wart jest docenienia i pochwał! Przede wszystkim opowiadam jednak tę historię, żeby zainspirować Was. Takie osoby jak Helena przypominają nam, że wszystko jest w naszym zasięgu, o ile zdecydujemy się o to zawalczyć i zmaganie podejmiemy na poważnie. Ta historia, choć dotyczy nas bezpośrednio i jest bardzo ważna dla Heleny – zdarzyła się już wielokrotnie w przeszłości. Helena po prostu znowu to zrobiła, a my mieliśmy przyjemność ją w tym wspierać. Bo chcieć, to móc! Ale same chęci nie wystarczą – na sukces trzeba jeszcze zapracować.
Czy architektura jest dla każdego? Zdecydowanie nie. Czy to zawód dla jakiegoś elitarnego grona? Gdzieżby! Czy, jeśli nagle uprzytomnisz sobie, że chcesz iść na architekturę, ale jest mało czasu, nie umiesz rysować i w ogóle uważasz, że się nie nadajesz, to masz zrezygnować z marzeń? Nigdy.
Jeśli coś Cię prawdziwie pasjonuje to rób to za wszelką cenę – nie oglądaj się na innych. Jeśli nie wiesz, jak do czegoś podejść – poszukaj osób, które się na tym znają i Ci doradzą. Jeśli z jakiegoś powodu Ci się nie uda – próbuj ponownie. Talent nie istnieje, predyspozycje są do wyćwiczenia, a pracą i zaangażowaniem można sięgać chmur!
Gustaw

Poniżej kilka prac Heleny
Wierzcie mi – są ich dziesiątki. Nie ma sensu pokazywać wszystkich – wystarczy rzut oka na te kilka, by zobaczyć w tych rysunkach pasję i zawziętość. I to jest właśnie klucz do sukcesu. Nieważne, czy będzie to egzamin wstępny na wybrany przez siebie wydział architektury, czy inna dziedzina życia. Determinacja decyduje o wszystkim!









